Dziś ma 26 lat, jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego i złotym medalistą Mistrzostw Świata i Europy osób po transplantacjach. Docenia drugie życie, które dostał i wie, że zwykłe „dziękuję” tu nie wystarczy, dlatego też tam, gdzie może szerzy ideę transplantologii.


- Moje problemy ze zdrowiem rozpoczęły się w wieku 10 lat. Najpierw trafiłem do szpitala, niedaleko miejsca mojego zamieszkania, do Świebodzic, potem do Wrocławia. Zdiagnozowano u mnie wrzodziejące zapalenie jelita grubego, przez jakiś czas byłem tam leczony, ale ostatecznie skierowano mnie do Centrum Zdrowia Dziecka (CZD) – mówi Damian Królewicz.

Jej historia w Centrum Zdrowia Dziecka rozpoczęła się zaraz po urodzeniu, bo trafiła do naszego szpitala jako roczne dziecko i została pod jego opieką do 17. roku życia. Wdzięczna jest do dziś.

- Moje życie to pasmo cudów, bo jak inaczej można to określić, jeśli nie w taki sposób? Urodziłam się z wadą serca - przełożenie wielkich pni tętniczych. W tamtym czasie bardzo mało dzieci przeżywało z tą wadą. Na bilansie noworodka, doktor pediatrii w mojej miejscowości powiedziała mamie, żeby się zbytnio do mnie nie przywiązywała, bo dzieci z tą wadą serca żyją maksymalnie cztery lata. Mogę tylko podejrzewać, co w takiej chwili czuła moja mama. Zamiast słów otuchy usłyszała wyrok śmierci na swoje ledwo narodzone dziecko. I tu można mówić o pierwszym cudzie. Moja operacja odbyła się gdy miałam prawie 9 lat - uratowano mnie. Byłam pod opieką Kliniki Kardiologicznej i Kardiochirurgicznej, gdzie opieka była fantastyczna – wspomina Elżbieta Remiesz, która do warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka przyjechała po raz pierwszy w latach 70. z Olecka. Pamięta regularne wizyty w Instytucie „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, po których za każdym razem oddychała z ulgą, że to jeszcze nie teraz musi zostać na dłużej. – Aż do tego momentu, kiedy usłyszałam co innego, że teraz muszę zostać. Pamiętam rozstanie z mamą, kiedy nie chciałam wyjść nawet się pożegnać, obrażona, że zostawia mnie w szpitalu. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że to przecież jest dla mojego dobra. To był luty 1983 r., w kwietniu był zabieg, a do domu wróciłam we wrześniu – opowiada Pani Elżbieta. – Zapadła mi w pamięć bardzo dobra opieka. Dla małego dziecka pobyt w szpitalu, rozstanie z rodziną, już jest traumatycznym przeżyciem, ale my czuliśmy się bezpiecznie. Do pielęgniarek i lekarzy mówiło się ciociu i wujku, do starszego docenta – dziadku, to była namiastka rodziny, która dawała nam poczucie bezpieczeństwa.

Największą radością po operacji, którą przeszła w wieku 5 lat w Centrum Zdrowia Dziecka, były biegi z psem po lesie, kiedy wreszcie mogła byś szybsza niż jej czworonogi pupil. Wcześniej chodziła, ale mało, gdyż bardzo szybko się męczyła.


Katarzyna Jesionkowska trafiła do Centrum Zdrowia Dziecka w wieku trzech lat. Urodziła się z wrodzoną złożoną wadą serca pod postacią Tetrologii Fallota. Wszczepienie jej homograftu, czyli naturalnej zastawki ludzkiej odbyło się w CZD w 1983 r. i było drugą taką operacją w Polsce. – Dzięki temu homograftowi mogłam prowadzić całkiem długo normalny tryb życia bez jakichkolwiek objawów. Mogłam więc mieć normalne dzieciństwo, mogłam normalnie biegać, co wcześniej nie było możliwe. W tamtym czasie taka operacja była skomplikowana i trudna, było zagrożenie życia i nie obyło się bez komplikacji, jednak wszystko się udało – opowiada Pani Katarzyna.

Centrum Zdrowia Dziecka dla niej to historia mocno wpisana w całe życie. Była pierwszym dzieckiem w Polsce, któremu w 1984 r. przeszczepiono nerkę – właśnie w naszym szpitalu, był to pierwszy przeszczep nerki w Centrum Zdrowia Dziecka, do dziś wykonywane są one u dzieci w Polsce tylko tutaj.


- Mając 5 lat dostałam w tym szpitalu dar życia – przeszczep nerki. Dzięki Centrum Zdrowia Dziecka (CZD) żyję. Utkwił mi w pamięci obraz jak rodzice trzymają mnie za nogi, a lekarze za ręce i rodzice płaczą, nie pamiętam czy ja płakałam. Było 50 proc. szansy na to, że przeżyję. Ale to była dla mnie jedyna szansa, bo z dializami rozpoczętymi w wieku 3,5 roku, w tamtym czasie, nie pożyłabym długo – wspomina Monika Kutera-Kukla, nasza pierwsza pacjentka z przeszczepioną nerką.

Back to top