Dziś ma 26 lat, jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego i złotym medalistą Mistrzostw Świata i Europy osób po transplantacjach. Docenia drugie życie, które dostał i wie, że zwykłe „dziękuję” tu nie wystarczy, dlatego też tam, gdzie może szerzy ideę transplantologii.


- Moje problemy ze zdrowiem rozpoczęły się w wieku 10 lat. Najpierw trafiłem do szpitala, niedaleko miejsca mojego zamieszkania, do Świebodzic, potem do Wrocławia. Zdiagnozowano u mnie wrzodziejące zapalenie jelita grubego, przez jakiś czas byłem tam leczony, ale ostatecznie skierowano mnie do Centrum Zdrowia Dziecka (CZD) – mówi Damian Królewicz.

Damian
Damain obecnie

Fot. archiwum prywatne


Do naszego szpitala trafił on w 2004 r. – Tutaj miałem bardzo dobrą opiekę, leczono mnie na wrzodziejące zapalenie jelita grubego, potem doszło PSC (pierwotne stwardniające zapalenie dróg żółciowych – red.). Wykonano mi protezowanie dróg żółciowych oraz z czasem rozpoczęły się badania pod kątem przyjęcia mnie na listę osób oczekujących na transplantację wątroby, wykryto u mnie także marskość wątroby. Lekarze bardzo dokładnie, jako dziecku, wyjaśnili mi, na czym polegają moje dolegliwości. Właśnie w CZD dowiedziałem się o istnieniu Polskiego Stowarzyszenia Sportu po Transplantacji i nie ukrywam, że to bardzo mi pomogło przejść przez cały okres choroby. Sport był dla mnie zawsze bardzo ważny, lubiłem go, grałem w piłkę, a lekarze różnie do tego podchodzili, ze względu na zwiększone niebezpieczeństwo dla mojego zdrowia. W Centrum Zdrowia Dziecka dowiedziałem się o możliwości uprawiania sportu po transplantacji, dzięki czemu miałem motywację powrotu do życia i sportu. To było ważne dla mojej psychiki, bo wiedziałem, że mam o co walczyć – opowiada Damian.


Pamięta, że lekarze przedstawili mu jego sytuację w bardzo obrazowy sposób. – Powiedzieli mi, że w moim organizmie zamieszka nowy lokator i będę musiał brać leki, które będą jakby czynszem za to, że może on tam przebywać. Zrozumiałem wtedy, że leki są czymś ważnym, o czym nie mogę zapomnieć ani tego lekceważyć – wspomina.


Transplantacja odbyła się w 2010 r. – Zakwalifikowany zostałem w 2009 r. Na organ czekałem 11 miesięcy. W wakacje obudził mnie telefon, słyszałem jak tata rozmawia i domyśliłem się, że jest dla mnie organ. Gdy wszedł do pokoju, byłem już spakowany i gotowy walczyć o moje drugie życie. W czasie oczekiwania na przeszczep miałem lepsze i gorsze dni, zdarzały się 2-3 razy w tygodniu zwolnienie ze szkoły z powodu złego samopoczucia. Nie poddawałem się jednak i kiedy czułem się lepiej starałem się funkcjonować normalnie, chodzić, grać w piłkę z kolegami. Nie było to jednak takie życie, jakiego oczekiwałem w wieku 17 – mówi Damian.


- Całą tę sytuację traktowałem jak kolejny mecz, który muszę wygrać, a chorobę jak przeciwnika, którego trzeba pokonać. Gdy przyjechaliśmy do CZD i wbiegliśmy do szpitala, poproszono bym usiadł i poczekał. To był dla mnie szok – jak to? Ja przyjechałem po drugie życie, a tu mam czekać? Nie wiedziałem jak wyglądają wszystkie procedury. Jednak zaopiekowano się mną bardzo dobrze, wyjaśniono mi, jak to wszystko będzie wyglądać. Przeprowadzono też badania, aby sprawdzić, czy organizm jest gotowy do operacji. Byłem spokojny, bo wiedziałem, że jestem w dobrych rękach, przez te kilka lat, kiedy jeździłem do CZD, przekonałem się, że mogę zaufać personelowi. Nawet idąc na operację, żegnając się z rodzicami, jak i przed samą operacją, już na sali, byłem w dobrym nastroju, żartowałem. Lekarze byli nieco tym zaskoczeni, bo mówili, że to nie zdarza się często – opowiada. – Myślę, że był to wpływ silnego wsparcia moich rodziców, przyjaciół, ale też mojego nastawienia. Nie było nawet jednej chwili, kiedy czułbym się samotny.


Damian po operacji obudził się na Oddziale Intensywnej Terapii podłączony m.in. do respiratora. Po trudnych trzech dniach od operacji zaczął szybko wracać do sił. Najbardziej czekał na moment, kiedy będzie mógł sam się podnieść i zacząć chodzić. – Po sześciu dniach od operacji stanąłem na własnych nogach i choć nie mogłem jeszcze samodzielnie iść, wiedziałem, że wszystko jest w porządku. Gdy następnego dnia szedłem po korytarzu, opierając się o barierki, miny lekarzy i pielęgniarek, którzy byli pod wrażeniem, że już idę, bardzo mnie podbudowały. Równie miłe było to, jak przyszedł dziennikarz i szukał tego chłopaka po przeszczepie, nie domyślając się, że to ja, bo spodziewał się osoby leżącej, podłączonej do aparatury.


Damian już po 12 dniach od operacji wyszedł ze szpitala do domu. Wspomina, że lekarze mówili, że niektórzy po operacji wyrostka muszą zostać dłużej w szpitalu, niż on po przeszczepie. – Myślę, że była to zasługa całego personelu i mojego nastawienia. Po samej operacji jakość mojego życia jest nieporównywalnie lepsza. Gdyby nie leki, już po kilku latach byłbym w stanie zapomnieć o niej. Teraz mam takie życie, o jakim marzyłem przed operacją, właśnie takie, jakie chciałem mieć. Skończyłem Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, pracuję w salonie samochodowym, trenuję dzieci w piłkę nożną, jestem trenerem przygotowania motorycznego – mówi Damian.


Spełniło się także jego największe marzenie o tym, by nosić koszulkę z orzełkiem na piersi – reprezentuje bowiem Polskę w biegu na 5 km i w chodzie sportowym na 5 km na Mistrzostwach Świata i Europy osób po transplantacjach. Odnosi tutaj niemałe sukcesy. Złoto w chodzie sportowym przyniosły mu Mistrzostwa Świata i Europy w południowej Afryce w 2013 r. Rok później na Mistrzostwach Europy w Krakowie zdobył srebro, również w chodzie sportowym. 2016 rok to z kolei trzecie miejsce w biegu na Mistrzostwach Europy oraz złoty krążek w chodzie. W 2017 r. także stanął na podium z numerem 1. podczas Mistrzostw Świata w Maladze.

 
- Sport zawsze był dla mnie ważny i dużo mi dawał, i na pewno z niego nigdy nie zrezygnuję. Zawsze pamiętam o tym, że otrzymałem ten dar jakim jest drugie życie, dziękuję lekarzom i całemu personelowi za ich pracę. Nigdy też nie zapominam o rodzinie dawcy, od którego otrzymałem organ, bo wiem, że gdyby oni nie wyrazili na to zgody, bardzo możliwe, że nie byłoby mnie już na tym świecie. Co prawda nie znamy swoich danych osobowych, ale myślę, że rodziny, które słyszą to np. w mediach wiedzą, że te słowa są skierowane do nich. Dlatego też opowiadam swoją historię na różnych spotkaniach, rozmawiam z mediami, promując w ten sposób ideę transplantologii – kończy Damian.

Back to top